Witam szanownych współforumowiczów... mam pytanie , a raczej wielką prośbę do doświadczonych kolegów , jestem po za Polską , niee stać mnie na naprawy , a w przyszłym tygodniu musze wracac.. odkręciła mi sie śruba z jarzma alternatora, przez co stał sie lużny i urwał głowę śruby mocującą wspornik naciągu alternatora. połatałem jaskoś (oparłem odkręcony dolny wspornik o blok silnika i naciągnąłem w miarę możliwości , jakoś dzieka Bogu trzyma) Problem jednak sie okazał głębszy ..otóż silnik przestaje pracować momentami (szarpie) wyczaiłem że jak włącze swiatła to przestaje i pracuje normalnie...i w sumie to moooożze pozwoliłoby mi na ryzyko jazdy spowrotem do Polski .. ale żeby bezpieczninej było dla alternatora to zdrutowałem jeszcze pomiędzy górnym jarzmem i koncówką sruby wystającej z alternatora i teraz najważniejsze !! ... zauważyłem ze przeskakuje iskra pomiędzy śrubą mocującą cały aluminiowy odlew uchwytu alternatora do bloku a tym zdrutowaniem nie, nie wiem ...jestem w stanie zrobic kapitalkee silnika nie przerywając obiadu, ale elektryka to dla mnie czarna magia ...czy mógłby mi ktoś coś na podstawie tego co napisałem powiedziec czy poradzicc ??...cała jazda stała sie zbyt ryzykownaa musze za kilka dni wracac, z góry wdzięczny jestem i dziekuje za wpisy
Dokręć porządnie altek do silnika ,bo altek ma niepewne połączenie z masą stąd to iskrzenie i może walnąć regulator albo cały altek .
Najlepiej wrzuć fotkę tej bohomazy tak jak radzi marcin.
Dzięki ludzie ..serce rosnie, spróbuje i posprawdzam wszystkie masy przy okazji , możliwości mam troszke ograniczone ..ale wielkie dzieki za rady,pozdrawiam serdecznie.... zrobie co radzicie i napisze